Yerba mate z nutą żywicy świętego drzewa. Czym jest palo santo?

Z nazwą „palo santo” na pewno spotkał się niejeden miłośnik mate. Co właściwie kryje się pod tym zagadkowym terminem? Czym charakteryzują się matero wykonane ze „świętego drzewa” i jak wpływa ono na smak naszego ulubionego napoju? W dzisiejszym wpisie postaram się możliwie wyczerpująco odpowiedzieć na te i inne związane z tematem pytania.

„Święte drzewo”
Szeroko znanym i opisywanym przez antropologów elementem folkloru ludów pierwotnych było przypisywanie przyrodzie właściwości magicznych. Zjawiska atmosferyczne, zwierzęta i rośliny najczęściej miały odgrywać rolę pośrednika między śmiertelnikami i absolutem, a nierzadko — ze względu na charakterystyczne właściwości — same stawały się obiektem boskiej czci. Dla indian północnej Argentyny i Paragwaju, rolę taką spełniało między innymi palo santo.

Ten nieco enigmatyczny termin pochodzi z języka hiszpańskiego i oznacza po prostu „święte drzewo”. Popularna nazwa stosowana jest tak naprawdę w odniesieniu do trzech różnych, lecz spokrewnionych ze sobą gatunków. Są to: Bursera graveolens, Bulnesia sarmientoi i Gwajakowiec lekarski (Guaiacum officinale). Zasięg ich występowania jest bardzo szeroki, rozciąga się bowiem od półwyspu Jukatan w Meksyku, aż po strefę podzwrotnikową w północnej Argentynie i Paragwaju. Drzewo palo santo liczy średnio od 6 do 20 metrów wysokości i charakteryzuje się sztywnymi, suchymi gałęziami. Jest niezbyt obfite w liście, sezonowo kwitnie i rodzi owoce, które obok drewna, kory i żywicy są podstawowymi surowcami pozyskiwanymi z rośliny.

null
Palo santo bez liści

W folklorze ludów tubylczych dzisiejszych terenów Paragwaju, palo santo od zawsze odgrywało ważną rolę. Ze względu na intensywny i przyjemnie odświeżający, żywiczny zapach jaki wydziela, przez setki lat było nieodłącznym elementem szamańskich rytuałów modlitewnych i uzdrawiających, podczas których płonęło w formie kadzidła lub małego ogniska. Obecnie, „święte drzewo” to istotny surowiec, a jego pozyskiwanie obostrzone jest szeregiem narzuconych przez władze regulacji. Większość jego zastosowań ma związek z wydzielanymi aromatami. Palenie drewna i kory uwalnia charakterystyczny zapach olejków eterycznych, dzięki czemu wykorzystuje się je jako składnik kadzideł. Dodatkowo dym działa odstraszająco na komary i również w tym celu jest bardzo chętnie wykorzystywany. Palo Santo może być też naturalnym odświeżaczem powietrza; pokruszone drewno umieszczone w specjalnej saszetce sprawdzi się jako alternatywa dla sztucznych chemicznych produktów. Pozyskane z rośliny olejki eteryczne są częstym składnikiem kosmetyków (szczególnie mydeł) i popularnym środkiem używanym w ziołolecznictwie i tzw. medycynie alternatywnej, chociaż domniemane właściwości prozdrowotne są efektem wielu naukowych sporów i nie zostały jednoznacznie udowodnione.

Palo santo a sprawa yerba mate — przechodzimy do konkretów.
Wybaczcie tę długą introdukcję, lecz ta pochodząca z Ameryki Łacińskiej roślina ma całe spektrum zastosowań. Rozpisałem się, tymczasem być może niektórzy z czytelników zadają sobie pytanie, dlaczego jeszcze nie przeszedłem do sedna, jakim jest poruszenie tematu palo santo w kontekście yerby. Jak dobrze wiecie, wybór naczynka, z którego będziemy sączyć ulubioną mate to jedna z podstawowych kwestii dla każdego mateisty. Najtańszą i dość popularną opcją będą matero ceramiczne. Jeżeli jednak cenimy sobie tradycję, a przygotowanie naparu ma dla nas rangę rytuału, prawdopodobnie skusimy się na tykwę, czyli twardą skorupę dyniowatej rośliny tropikalnej lub drewniane naczynie wykonane właśnie z palo santo.

Przygotowania
Przyznam, że dość długo zabierałem się do przetestowania matero wykonanego z drewna palo santo. Po raz pierwszy zetknąłem się z naczyniem tego typu podczas pobytu w Argentynie niemal dekadę temu. Mój argentyński znajomy korzystał właściwie tylko z takich matero i wychwalał je na każdym kroku. Wtedy wydawało mi się, że to po prostu jakaś forma snobizmu; tzw. „sztuka dla sztuki” :). Dopiero niedawno, nieco znużony tradycyjną tykwą i jednocześnie zachęcony pozytywnymi opiniami wśród znajomych mateistów, postanowiłem przetestować matero z osławionego „świętego drzewa” na własnej skórze (a może raczej na własnych kubkach smakowych).

Żeby naczynko posłużyło dłużej, niezbędne było curado; metoda konserwacji, która ma zapobiec pęknięciu naczynia. Dokładniejszy opis tego przedsięwzięcia to temat na kolejny wpis (zapewniam, że poruszymy go przy innej okazji), dlatego pozwólcie, że odniosę się do tego w skrótowej formie. W przypadku naczyń z drewna palo santo, pierwszy krokiem jest dokładne opłukanie matero i odstawienie go do całkowitego wyschnięcia. Następnie należy nasmarować je czymś tłustym (ja użyłem oliwy) i odstawić na około 2-3 doby. Po upływie tego czasu myjemy naczynie by usunąć resztki tłuszczu. Co jeśli pominiemy ten proces? Przede wszystkim stwarza to niebezpieczeństwo rychłego pęknięcia naszego matero. Spotkałem się na forach z opiniami osób, które odpuściły sobie curado. Często już po miesiącu używania ich zasobnik nadawał się do wyrzucenia.

Równie duże znaczenie, co odpowiednie przygotowanie naszego naczynka, ma tutaj jego rodzaj. Przed nami kilka możliwości: matero wykonane w całości z palo santo, obite dodatkowo w skórę lub okute aluminium. Zgodnie z sugestiami znajomych mateistów, zdecydowałem się na tę ostatnię opcję. Kupiłem sugerowany przez nich produkt o nazwie „Barril Forrado” w znanym polskim sklepie internetowym specjalizującym się w yerba mate i akcesoriach. Zapłaciłem stówkę bez jednego grosza, jak na matero to raczej wyższa półka cenowa. Ostatecznie jednak nie żałuję ani trochę! Wykonanie jest naprawdę solidne, a całość dosyć poręczna. Używam go już pół roku i jak na razie dobrze mi służy. Dla porównania przygotowałem też zdjęcia innych dostępnych na rodzimym rynku naczyń: 

null
Matero z palo santo obite skórą
null
Matero z aluminiowym obiciem – z takiego sam korzystam
null
Matero z palo santo w kształcie guampy, naczynia tradycyjnie wykonywanego z byczego rogu
null
Całkowicie drewniane matero z palo santo

Wrażenia smakowe
Przejdźmy do meritum mojego dzisiejszego wpisu. Jak smakuje mate parzone w naczynku wykonanym z palo santo? Na podstawie moich doświadczeń przyznam, że różnica jest subtelna, ale mimo to dość znacząca. Po zalaniu napar przejmuje świeży, jakby ziołowo-korzenny, leśny aromat. Wszystko za sprawą żywicy, która w bardzo małym stężeniu uwalnia się ze ścianek naczynia. Całość bardzo przyjemnie odświeża i kojąco inhaluje – w sposób raczej delikatny i nie narzucający się. Goryczka klasycznie suszonej despalady przyjemnie współgra z całością lekko ją neutralizując, a może po prostu nadając jej nieco innego charakteru. Jak już wspominałem, pijam z tego matero niemal pół roku, średnio 2-3 razy w tygodniu i charakterystyczny aromat wciąż się utrzymuje. Nie jest już oczywiście tak intensywny jak na początku, jednak mam wrażenie, że w naczynku cały czas drzemią jeszcze uśpione pokłady żywicy czekające na uwolnienie. Pamiętajcie jednak, żeby odpowiednio zadbać o swoje drewniane matero. Ja przywiązuję do tego dość sporą wagę, dzięki czemu służy mi już od dłuższego czasu.

Werdykt
Matero z palo santo będzie dobrym wyborem dla miłośników yerby, którzy chcieliby w subtelny i nienarzucający się sposób urozmaicić smak ulubionego naparu. Szczególnie przypadnie do gustu fanom leśnych, ziołowych mieszanek. Warto zainwestować w porządne naczynie i koniecznie pamiętać o jego odpowiedniej konserwacji.

Dodaj komentarz